Jak można przeczytać na pasku w TVN 24: Prezes PiS Jarosław Kaczyński, na dzisiejszym kongresie zabroni swoim ludziom, debat i polemik z panami Stefan Niesiołowskim i Januszem Palikotem. Cóż, pierwsze wrażenie po takiej informacji to pusty śmiech. Wszak to Jarosław Kaczyński i jego podwładni epatowali chamstwem i to od lat. Wystarczy przypomnieć takich zawodników jak Jacek Kurski czy Joachim Brudziński. Drugie wrażenie to: PiS i Kaczory wymiękają. Najpierw powrzaskują coś o walce na noże, a gdy do niej dochodzi i przeciwnik bierze do ręki prawdziwą broń (Palikot i Niesiołowski), „twardziel” Kaczyński wymięka, zabiera swoje zabawki i daje dyla z piaskownicy dla przedszkolaków jaką jest polska scena polityczna. Trzecie przemyślenie, spin-doktorzy skumali, że w dyskusjach z pop-politycznym Palikotem i sprawnym ostrym retorycznie Niesiołowskim nie mają szans, posłowie PiS wyglądają na ich tle jak ubodzy intelektualni krewni jak podwórkowi chłopcy, którzy fikają do każdego przechodzącego łobuziaka, aż wreszcie trafiają na kogoś większego i silniejszego. Tak więc, „nasz” spec od mówienia gdzie stoi ZOMO, organizowania dziwnych, niedemokratycznych instytucji d "robienia" łapanek na politycznych przeciwników czy od walki na noże...zwyczajnie daje drapaka, dyla, spyla gdzie pieprz rośnie jak podwórkowy mięczak.
Z kolei strategia spin-doktorów PO przynosi spodziewane efekty. Po porażkach wyborczych roku 2005, partia starannie odrobiła lekcje. Widać , że przyczyny tych porażek zostały dobrze przemyślane, a błędy wyeliminowane. Jakie to błędy? Otóż, był (i często jest) to jeden i ten sam błąd popełniany przez wielu politycznych zawodników stających w szranki przeciw rożnym przedstawicielom PiS. Błąd ten można opisać jednym zdaniem. Moi drodzy, z nimi się nie rozmawia, z nimi się walczy. Zdanie to dedykuję wszystkim ludziom, których niekiedy jest mi strasznie żal, gdy widzę ich próbujących coś logicznie tłumaczyć pisowcom. Droga Pani Kaziu, z Girzyńskimi również się nie rozmawia, z nimi się walczy! Porozmawiać zawsze sobie można z kimś na dowolnym uniwersytecie, wtedy jest czas na rzeczową argumentację, savoir-vivre i wiele innych szczytnych zasad. W debatach z nimi, niestety te zasady trzeba zostawić na progu, trzeba mieć buty na zmianę, wchodząc bowiem do tego rynsztoka, można pobrudzić czy zniszczyć obuwie w którym chodzi się na co dzień po uniwersytetach. Właściwie problem rozmów z ludźmi z PiS czy więcej całej szeroko pojętej polskiej prawicy ( nazwijmy roboczo) narodowo- katolickiej polega właśnie na tym. Pomimo iż według wszelkich danych ludzie o takich poglądach stanowią w Polsce (i to nie od dziś) mniejszość, to ich wpływy polityczne zawsze były nieco na wyrost w stosunku do realnej siły politycznej. Moim zdaniem wynika to właśnie z błędnego sposobu reagowania na ich zachowanie przez wszystkie inne siły polityczne i środowiska intelektualne. Przykład Janusza Palikota (czy to się komuś podoba czy nie) dowodzi tylko, że z siłami Mordoru nie warto rozmawiać, bo nie ma o czym, z nimi trzeba walczyć. Oczywiście można się na taki sposób wymiany poglądów politycznych krzywić, ale czy w polskiej polityce kiedykolwiek chodziło o wymianę poglądów mającą doprowadzić do jakichś wspólnych konstruktywnych wniosków na przyszłość? To jest oczywiście pytanie retoryczne. Postulaty takie jak te prezentowane choćby przez panie prof. Magdalenę Środę i Kazimierę Szczukę są niekiedy interesujące, godne uwagi czy choćby samej rozmowy na ich temat, problem jednak polega na tym, że polityka nie polega na rozmawianiu i „think-tankowaniu”. Polityk jak piłkarz (sorry, za typowo męskie porównanie) musi grać aby wygrać. To wszystko warto moim zdaniem rozważyć, zanim rozpocznie się jakąkolwiek rozmowę z ludźmi PiS oraz warto mieć na uwadze w dniu gdy siły Mordoru będę próbowały przedstawić się społeczeństwu po raz nie wiadomo już który, tym razem wcielając się w internetowe gołąbki pokoju na Twitterze. Nie dajcie się nabrać, moi drodzy, Vader pozostaje sobą, a Imperium choć osłabione, wciąż szykuje się do ataku, a nie od dziś wiadomo, że ranna bestia jest o wiele groźniejsza od zdrowej. Miejmy to na uwadze, moi drodzy.
Tekst został pierwotnie opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz