Bez zaskoczenia przyjąłem wynik Waszego głosowania w sprawie wczorajszego wspólnego głosowania SLD i PiS za podtrzymaniem weta lokatora Pałacu Namiestnikowskiego do ustawy medialnej. Przypomnę pytałem Was o to czy takie zachowanie jest pogrzebem SLD, czy też może wzmocni to ugrupowanie. Wynik głosowania jest druzgocący dla SLD i jej "lidera" Grzegorza Napieralskiego (podobno politologa!). Dość powiedzieć, że na 35 oddanych głosów (wszystkie ważne;), zaledwie jeden (3%) oddano na opcję drugą czyli wzmocnienie pozycji partii po tej decyzji. 97% głosów czyli 34 spośród wszystkich oddanych, uzysakała opcja pierwsza czyli pogrzeb SLD.
W zachowaniu SLD można dopatrywać się oczywiście przeróżnych motywów jak choćby chęć dokopania PO dla samego tylko pokazania, że się jeszcze da. Takie wytłumaczenie, które zasugerował jeden z czytelników możnaby nawet uznać za typowe dla polskiej sceny politycznej nieodpowiedzialne zachowanie i przyjąć za słuszne. Jednak przyglądając się całej sprawie bliżej, to jednak PO dokopała SLD, niby to przypadkowo niedługo przed tym głosowaniem posyłając ABW do ZUS. Moim zdaniem rzeczywistym powodem jest chęć posiadania wróbla w garści (2 program TVP) zamiast gołębia na dachu (walka o poprawę notowań). Gołym okiem widać że Grzegorz Napieralski to minimalista i to w dodatku nieroztropny. Choć posady w TVP mogą okazać się niezwykle atrakcyjne dla zawsze chętnych do skoku na kasę aparatczyków partyjnych to propagandowo "posiadanie" tego programu da temu stronnictwu tyle ile wcześniej PiS-owi czy Libertas. Natomiast utrata wiarygodności w oczach elektoratu spowodowana ubrudzeniem łap przy pisowskim stole negocjacyjnym może kosztować w dłuższym rozrachunku bardzo dużo (kto wie czy nie być albo nie być SLD). Wszak SLD to ugrupowanie, która jak kania dżdżu potrzebuje odzyskać wiarygodność w oczach zarówno tych spośród dawnych jej wyborców , którzy odeszli wrzucać do urn kartki wyborcze na PO, jak i tych którym bliskie są wartości lewicowe jednak do SLD nigdy nie byli przekonani. Myślę, że śmiało można już stwierdzić, iż wokół SLD (przynajmniej w tym kształcie) nie powstanie już w Polsce żadna nowoczesna lewica, która mogłaby zawalczyć w wyborach o coś więcej niż tylko 5 procentowy próg wyborczy. Działacze Sojuszu z Napieralskim na czele po prostu ani nie mają wizji takiej lewicy, ani też pomysłu na to jak wyjść z obecnego zamknięcia na stary nierdzewny postpeerelowski elektorat, którego ubywa z każdym rokiem. Rozważania na tematy takie jak upodobnienie się do lewicy zachodnioeuropejskiej, są sldowskim bujaniem w obłokach. Ciężko (powiedzmy wprost, to niemożliwe) zbudować nowoczesne ugrupowanie na związkowcach z poperelowskich zakładów przemysłowych i emerytach mundurowych, w kraju gdzie większość ludzi jest zatrudniona w sektorze usługowym. Jeśli chodzi o sposób myślenia i działania SLD to można spokojnie porównać tę partię do PZPN czy PiS. Momentami można nawet sobie wyobrazić rządową czy wyborczą koalicję starych ugrupowań czyli populistyczni konserwatyści z PiS do spółki z anachronicznymi pogrobowcami Albina Siwaka z SLD. Na szczęście szanse takiego potworka politycznego czyli koalicji "starej Polski" na dojście do władzy są mniejsze od zera.
W postawie Napieralskiego najbardziej dziwi brak umiejętności wyciągania wniosków z nieodległej przecież przeszłości. Główną przyczyną porażki wyborczej koalicji LiD w wyborach roku 2007 nie była bowiem żadna filipińska grypa Aleksandra Kwasniewskiego (Olek swój chłop, naród go w większości takiego zawsze akceptował;), ale brak umiejętności przekonania wyborców, że lewica jest w stanie skutecznie ich obronić przed pisowskim "najeźdźcą". Platforma natomiast skutecznie pokazała, że może być ostatnią deską ratunku przed PiS, co w ostatecznym rozrachunku dało temu ugrupowaniu władzę (i to być może na dłużej niż tylko jedna kadencja, kto wie nawet czy nie znacznie dłużej). Napieralski i jego doradcy uprawiają politykę wciąż w sposób jak zwykli to czynić w latach dziewięćdziesiątych, gdy jako przeciwnika mieli targaną wewnętrznymi konfliktami AWS, dziś natomiast mają naprzeciwko siebie dwie olbrzymie (jak na warunki polskie) pijarowskie machiny, bardzo zwarte wewnętrznie armie każda z własnym wodzem, w dodatku posiadające swoje poparcie w nowoczesnych mediach. Napieralski zdaje się tego nie dostrzegać, nie umie dotrzeć ze swoim komunikatem do wyborców, jego przekaz rozmywa się kompletnie na tle wielkiej wojny na linii PO-PiS, czasem słychać tylko jakieś grafomańskie wierszyki o Farfale i Giertychu na groteskowych konferencjach prasowych. Razi kompletny brak wyczucia nastrojów własnego elektoratu. Działacze SLD wydają się żyć w odosobnieniu, nie potrafią prawidłowo dostosować tradycyjnych lewicowych postulatów do dzisiejszych warunków, co doskonale widać każdego dnia choćby na łamach "Trybuny". Nie są w stanie posługiwać się językiem współczesnych potencjalnych wyborców i tak można by wyliczać długo.
Na koniec odpowiadając wspomnianemu wyżej czytelnikowi, który w pytał czemu nie zamieściłem w sondzie trzecie opcji, odpowiadam. Trzecią opcją mogłaby być jedynie odpowiedź: sytuacja SLD nie zmieni się po dogadaniu się z PiS w sprawie weta do ustawy medialnej. Jednak czy aby ewentualny brak zmian (na przykład w i tak mizernych sondażach) nie jest de facto tym samym co pogrzeb czyli opcja pierwsza? Czy wbrew pozorom wcale nie taki mały potencjalnie lewicowy elektorat musi być skazany na nieudolną zamkniętą, myślącą i działającą na "wczorajszych" zasadach partię. Kogo skusi taka propozycja? Dla SLD (czy też szerzej lewicy) utrzymanie obecnego status quo jest niczym innym jak pogrzebem, co najwyżej można przedłużać agonię w nieskończoność, aż do całkowitej utraty jakiegokolwiek elektoratu i spadku poniżej progu, ale nie zmieni to faktu, że pacjentowi o nazwie SLD, żadne "cuda" medycyny już raczej nie są w stanie pomóc.
Tekst pierwotnie został zamieszczony na moim blogu podstawowym: lhttp://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz