Dziś ukazał się pierwszy numer nowej gazety „Dziennik-Gazeta Prawna”, niby nic wielkiego jednak na kanwie tego wydarzenia można pokusić się o pewne wnioski i obserwacje dotyczące mojego „ulubionego” tematu jakim są polskie media i ludzie z nimi związani. Nieprzypadkowo na stronie internetowej „Rzeczpospolitej” mamy przyjemność zapoznać się z „nowym” i zapewne niezwykle obiecującym piórem tego tytułu jakim jest...Robert Mazurek. Z kolei dziennik „Polska The Times” pozyskał „bożyszcze” tłumów, uosobienie konserwatyzmu obyczajowego i neoliberalizmu gospodarczego, jakim jest młody i niezwykle „obiecujący” publicysta...Michał Karnowski.
W związku z tymi „kluczowymi” dla przyszłości polskiej prasy wydarzeniami jak zwykle przychodzi do głowy wiele barwnych pseudoliterackich pomysłów na opis sytuacji. Najbardziej jednak kusi porównanie do „naszej Ekstraklasy” piłkarskiej. Orest Lenczyk, Bogusław „Bobo” Kaczmarek, a ostatnio choćby Jacek Zieliński to nazwiska trenerów którzy krążą po kolejnych ligowych klubach od lat, „dbając” i „podnosząc” poziom naszej ligowej piłki do poziomu niespotykanego już nawet na boiskach najbiedniejszych krajów afrykańskich.
Podobnie rzecz się niestety ma z polskim dziennikarstwem, od lat zamkniętym we własnym sosie, oddzielonym szczelnie niczym mury getta od opinii publicznej. Jego mizerię najlepiej oddają choćby dwa przytoczone na wstępie przykłady. Oto, okazuje się że w prawie 38 milionowej Polsce, po dwudziestu latach od wprowadzenia demokracji, której jednym z głównych elementów powinny być wolne media „dorobiliśmy się zaledwie kilkunastu publicystów, którzy od lat epatują opinie publiczną swoimi przewidywalnymi do bólu opiniami i analizami, schematami czy wreszcie poglądami politycznymi, które praktycznie zawsze są odzwierciedleniem planów PR-owskich partii politycznych z którymi owi publicyści sympatyzują.
Przezabawne są rożnego typu opinie pojawiające się praktycznie we wszystkich mediach gdzie wielu autorów niepokoi się o przyszłość polskiej prasy (tu zawsze pada słowo wytrych „opiniotwórczość”). Winni są wszyscy: społeczeństwo które jak zwykle nie dorosło, ten „piekielny” internet, „przerażająca” niczym pajęczyca Ungolianth z „Władcy Pierścieni” brytyjska „wiedźma” czyli tabloidyzacja itd, itp. Wszyscy tylko nie oni, dziennikarze i publicyści. Zamknięta kasta ludzi, których chyba jedynym oprócz pieniędzy celem w życiu jest reżyserowanie zachowań i poglądów Polaków według własnego widzimisię. Najlepiej główny problem jaki mają przed sobą do rozwiązania wydawcy polskiej prasy ilustruje opinia Sławomira Jarzębowskiego, redaktora naczelnego „Superaka”, którą możemy odnaleźć na stronie magazynu „Press”, a brzmi ona tak: „W pierwszym miesiącach może udać się jej osiągnąć sprzedaż na poziomie 110 tys. egzemplarzy, ale po pół roku będzie oscylować w granicach 70-80 tysięcy.” Bez względu na to jak się ukształtuje sprzedaż projektu Infora, i czy wyniesie tylko 70 tysięcy egzemplarzy czy 110 tysięcy, to sprzedaż na tym poziomie dla ogólnokrajowej gazety opinii można by nazwać niezłą, ale na Słowacji (5.1 mln. mieszkańców) czy nawet na Węgrzech (10 mln.), lecz na pewno nie w ponad 37 milionowej Polsce. Czytając opinie na temat polskich mediów , a w szczególności na temat prasy na stronie „Press” można dojść do wniosku, że „nasze” środowisko dziennikarskie jest w identycznym stanie jak polska piłka nożna. Niewątpliwe przydałoby się więcej zagranicznych szkoleniowców, w „kadrze” nieodzowna jest rewolucja personalna, a w niektórych przypadkach nie da się zrobić już nic, można tylko cytując za Janem Tomaszewskim, dziennikarskie boisko: „Zaorać!”
Tekst został pierwotnie zamieszczony na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl i podlega ochronie na zasadach okreśłonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND).
Tekst został pierwotnie zamieszczony na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl i podlega ochronie na zasadach okreśłonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz