poniedziałek, 7 września 2009

Czkawka zardzewiałego kanclerza

Przemówił, znów, nareszcie. Sułtan Polski alternatywnej, Jarosław Kaczyński wyraził swoje zdanie na temat obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej. Wyraził przy tym sugestię, że zaproszenie na uroczystości, premiera Rosji, Władimira Putina, było błędem polskich władz, następnie posunął się o krok dalej i zasugerował iż obecność Putina mogła być przyczyną nieobecność premiera Wielkiej Brytanii i prezydenta Francji podczas wczorajszych obchodów.
Cóż, nihil novi sub sole, czego bowiem można było się spodziewać po Jarosławie Kaczyńskim? Moim zdaniem, łagodnie mówiąc niewiele. Jednak tego typu frazeologia świadczy o czymś więcej. Jest to przejaw krążącego nad pisowskim „Titanikiem” widma zatonięcia. Po pierwsze każdy kto choćby tylko lekko zetknął się ze skomplikowaną materią jaką są stosunki międzynarodowe wie, że istnieją w nich pewne reguły, a jedną z nich jest umiejętne rozłożenie akcentów w stosunkach z kluczowymi partnerami, a takim partnerem jest dla Polski z pewnością Rosja. Okazji do spotkania z głównym rozgrywającym na rosyjskiej scenie politycznej, jakim z pewnością jest Władimir Putin nie było w ostatnim czasie zbyt wiele (łagodnie mówiąc), natomiast nieobecni na Westerplatte, Gordon Brown i Nicolas Sarkozy są do dyspozycji naszych decydentów choćby na dowolnym roboczym szczycie UE, o czym nie chce pamiętać Kaczyński. Cała wypowiedź idola moherówek i półboga polskich publicystów, moim zdaniem,, świadczy tylko o tym, że używając języka sportowego walczy on już tylko o utrzymanie. Nie można jego wypowiedzi traktować bowiem inaczej niż jako sygnału wysyłanego do własnego, od dawna okopanego w „intelektualnej” toruńskiej twierdzy elektoratu.
Jak na dłoni widać też przy okazji tej wypowiedzi jaki tak naprawdę problem ma Polska (czyli my jako wspólnota obywateli) ze sposobem uprawiania polityki obozu pisowskiego. Otóż, jest to próba zamknięcia jak największej części polskiego społeczeństwa w mitologii martyrologicznej. Kaczyński najwyraźniej pojmuje uprawianie polityki, tylko i wyłącznie jako zestaw historyczno-religijnych sygnałów i odruchów przy pomocy których usiłuje zamknąć Polaków jak dżina w butelce, odcinając ich niczym szklaną powierzchnią od współczesnego życia globalnej wioski A.D 2009. Jak pokazują wyniki ostatnich wyborów, społeczeństwo polskie coraz bardziej integrujące się z otaczając je światem jest na szczęście coraz mniej podatne na tego typu frazeologię. Sytuacja Kaczyńskiego przypomina więc coraz bardziej wodza oblężonej twierdzy, który usilnie chce się wydostać z okrążenia jednak coraz bardziej widać, że ma ze sobą coraz mniej licznych zwolenników oraz brakuje mu nowych pomysłów. Wypowiedź Kaczyńskiego dowodzi, moim zdaniem, tylko i wyłącznie, jego słabnącej pozycji i na szczęście nie może mieć żadnego przełożenia na jego pozycję w polityce międzynarodowej i przez nikogo nie zostanie poważnie potraktowana. Jest to swoiste przypomnienie starego sposobu uprawiania polityki zagranicznej i nie może być potraktowane przez żadnego liczącego się w niej gracza inaczej niż tylko jako czkawka zardzewiałego kanclerza.
Trzymając się terminologii komentatorów sportowych, Kaczyńskiego w obecnej sytuacji nie stać już na grę o „mistrzostwo ligi”, może on już grać jedynie na utrzymanie się w tej lidze. Czy się w niej utrzyma, jak długo będzie się bronił oraz co się stanie z zawodnikami z jego drużyny, dowiemy się w przeciągu kilku najbliższych lat. Część odpowiedzi poznamy być może już przy okazji nadchodzących nieuchronnie wyborów prezydenckich.
Tekst pierwotnie został zamieszczony na moim blogu podstawowym http://benfranklin.bloog.pl/  i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz