środa, 30 września 2009

"Elitarny" kraj

Na marginesie dyskusji o sprawie Romana Polańskiego (spokojnie to nie będzie o tym) można dostrzec ciekawe zjawisko, które przebija się przez wszelkie możliwe fora z siłą wód Niagary. To kwestia tzw. elit.


Za elity mają się bowiem zarówno artyści tacy jak Dorota Stalińska, która broni Polańskiego w TVN 24, jak i dr Migalski gdy pisze o stosunku doodbytniczym. Ponadto za elitę uważają się wszyscy kibice tego dyskursu. Oto, elitarny jest Daniel Passent, gdy krytykuje „GW” za publikacje zeznań ze sprawy Polańskiego. Elitarny chce być Igor Janke, gdy próbuje łagodzić nieco słowa, lecz pozostawić sens wypowiedzi, bliskiego mu ideologicznie Migalskiego. Elitarne chcą być „Wyborcza”,”Dziennik”, „Rzeczpospolita”, „Polska- The Times” (taka krajowa parodia brytyjskiego „The Timesa”), Bodzio Rymanowski, Sławuś  Sierakowski i diabli wiedzą kto jeszcze. Za elitę uważa się też na pewno poseł Karski, gdy publicznie nazywa Polańskiego pedofilem (ach ten immunitet;).


Abstrahując od wiadomej sprawy można jechać dalej. Elitarny chce być Grzegorz Miecugow, gdy robi obiektywizm w TVN 24. Elitarny pragnie być „Salon 24” gdy usuwa blogerów, którym wcześniej tam na zbyt wiele  pozwalał Elitarna chce być „konkurencyjna” Redakcja.pl, która podobno wkrótce stanie się pierwszą w Polsce platformą blogerską bez autentycznych blogerów, ale za to jaka będzie elitarna!


Bez względu na to po której stronie politycznej barykady znajduje się dany przedstawiciel elity. Z reguły ma jeden argument: tylko my to prawdziwa elita! Tamci wszyscy to podszywają się. I tak w tej stylistyce: Daniel Passent wytyka „Wyborczej”, że nie wypada zamieszczać szczegółów wiadomego stosunku. Bartosz Węglarczyk wytyka „Faktowi” pogoń za tanią sensacją przy okazji sprawy tarczy, a czytelnicy jego bloga biadolą nad tabloidyzacją. Dlaczego? Oczywiście dlatego, że tylko oni są elitą;) Wszystkich wyżej wymienionych budzi z błogostanu, niezwykle „elitarny” dziennikarz Paliwoda, który jak to przystało na przedstawiciela jedynie słusznej i tej prawdziwej „patriotycznej” elity pisze takie oto (ostrzegam wyjęte z kontekstu, ale jakże charakterystyczne zdanie): „Z jednej strony to pewna sympatia do reżysera, który raczej odciął się od histerycznej poprawności ideologicznej polskich elit opiniotwórczych (w istotnej mierze wyrosłych z podglebia stalinowsko-ubecko-peerelowsko-roadowskiego).” Przyznam się szczerze, żeby wymyślić takie zdanie trzeba mieć coś nie halo z podglebiem, kto wie czy nie w okolicach zbliżonych do czaszki.



Diabli już wiedzą ile to elit sprawuje nad nami, jakże niezbędną nam nieborakom opiekę. Wszystkie o nas dbają, troszczą się, i to właśnie dlatego „gupi” obywatelu będziesz bulił abonament rtv, bo parafrazując klasyka: przeca elita też żreć coś musi. W związku z tym, jak wiele „elit” walczy o rząd dusz na Tobą, drogi Polaku „gupku”, ja mam jakieś dziwne wrażenie, że de facto żyjemy jednak w kraju bez elit. W kraju linczu we Włodowie, rapera Peji, sprzątaczek które żeby dostać tę robotę muszą być kuzynkami lokalnych kacyków, idiotek pracujących w wielkich firmach, które posady dostały od swoich "elitarnych" szefów za  "elitarne" usługi, młodych absolwentów licznych szkól wyższych, którzy robią w fast-foodach, gdzie podają części zarżniętych krów "elitarnym" redaktorom Warzechom, tysięcy polskich dzieci które są olewane przez brytyjski i irlandzki system szkolnictwa publicznego (i cieszą się bo w Polsce zostałyby najlepiej wykształconymi bezrobotnymi na świecie) itd., itp. I mam do Was, drodzy czytelnicy tylko jedno retoryczne pytanie. Czy my w Polsce rzeczywiście mamy jakąkolwiek elitę? Patrząc na ten smutny kraik, śmiem wątpić. A Wy, moi drodzy? Pozdrawiam, "Elitarny" Benek.

Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz