Na stronie internetowej gazety „Studio Opinii” można odnaleźć krótki acz niezwykle interesujący felieton autorstwa Jana Hermana zatytułowany „Mam trzy latka”. W tekście tym autor, sądząc po tym co pisze, człowiek wiekowy i doświadczony, kreśli wizję konfliktu pokoleń czy może ściślej braku porozumienia pomiędzy ludźmi w jego wieku, a dzisiejszymi trzydziestolatkami. Moim zdaniem jest to wizja błędna.
Lekceważenie wobec głosu ludzi, którzy widzieli i przeżyli więcej nie jest samo w sobie ani dziwne, ani specyficzne dla dzisiejszej Polski. To zjawisko stare jak świat światem i całkowicie normalne. Nie stanowi też dowodu na żaden poważny konflikt na linii dzisiejsi trzydziestolatkowie kontra ludzie od 60 roku życia w górę. Jako dość pilny i wciąż nie stary obserwator polskiego życia politycznego, mam zupełnie inne spostrzeżenia dotyczące konfliktu pokoleń, którego owszem jesteśmy świadkami. Konflikt ten jednak moim zdaniem, a wbrew opinii Hermana, toczy się na zupełnie innym froncie.
Polska poniosła w ostatnim czasie niepowetowane straty. Odeszli od nas: Leszek Kołakowski, Bronisław Geremek, Gustaw Holoubek, a w ostatnich dniach Marek Edelman...za to są z nami jacyś Mariusze Kamińscy inni Cymańscy, Drzewieccy, i bracia Kurscy też z nami są. W Maison Lafitte nie mieszka już żaden książe niezłomny, nie ma też paryskiej „Kultury”...są za to popłuczyny po „Rzeczpospolitej” i jacyś bodajże Semka i Wildstein czy jak im tam, mniejsza o nazwiska. Nie ma Jacka Kuronia i nie żyje polska lewica, za to jest jakiś Szmajdziński, Martyniuk i kilku innych.
Przyglądając się obecnej Polsce można łatwo zgodzić się z Janem Hermanem, że oto dzisiejsi młodzi ludzie nie chcą uczyć się od starszych. Można nawet mówić o konflikcie pokoleń. Z tymże, moim zdaniem, Herman myli się w ocenie przebiegu linii frontu tego konfliktu. Oto, ludzie których uwagi Jana Hermana mogły by rzeczywiście dotyczyć to przeważnie 40 i 50-latkowie. To oni w dzisiejszej Polsce nadają kierunki wydarzeniom. To do ludzi w tym właśnie przedziale wiekowym należy gros głównych stanowisk w polityce, biznesie, kulturze itd. To oni wprowadzili w Polsce obecne ramy funkcjonowania państwa, to oni decydowali i decydują o najważniejszych sprawach politycznych, gospodarczych, kulturalnych etc. To oni zajmują kierownicze stanowiska w naszym politycznym bagnie, w coraz bardziej zdemoralizowanym biznesie, czy coraz żałośniejszych mediach. Wreszcie to oni, po 1989 roku, doprowadzili do sytuacji, w której młoda osoba z za granicy nie jest w stanie uwierzyć w to, iż w Polsce A.D 2009 jakiś ksiądz postawił sobie pomnik za życia. To również oni stoją za degrengoladą polskiej polityki do obecnego rynsztokowego poziomu. Jeśli dodamy do tego przebieg przemian gospodarczych, przeprowadzonych w sposób skrajnie liberalny (oni innego w ogóle nie uznają) to mamy pełen obraz pustki intelektualnej i moralnej obecnych 40 i 50 latków. Brak szacunku dla starszych o którym pisze Jan Herman, wynika z prostej konstatacji. Są słabsi więc możemy. Obecny polski mainstream kieruje się tym założeniem nie tylko wobec nestorów, ale także wobec innych słabszych grup co widzimy codziennie na ekranach naszych telewizorów w dowolnym programie gdzie występują politycy bądź dziennikarze. Ten lekceważący stosunek dotyczy także migrantów, bezrobotnych, młodych, obcokrajowców itd., itp. Urodzone i wychowane w PRL pokolenie średniolatków, tworzy dziwaczną klasę prawicowych neofitów, którzy zamknęli Polskę w intelektualnej bańce mydlanej i niestety nie chcą wypuścić. Ich ogląd rzeczywistości najlepiej oddają słowa piosenki zespołu „Łzy”: „to ja Narcyz się nazywam, przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam” zdają się wołać do nas kolejni przedstawiciele mainstreamu średniolatków każdego dnia. Widać to dobrze również w polskiej prasie gdzie liczy się tylko interes przedsiębiorców, wskaźniki ekonomiczne oraz źle pojmowana tradycja narodowa przyczyniająca się niekiedy do takich negatywnych skrajności jak ksenofobia czy antysemityzm.
Przykładem tego typu myślenia w głownym nurcie dzisiejszych średniolatków jest też ostatni pomysł lansowany przez „Dziennik-Gazetę Prawną” głoszący potrzebę likwidacji części szkół wyższych. Zbyt duża liczba młodych i wykształconych ludzi mogłaby najwyraźniej zaszkodzić interesom tegoż mainstreamu, wszak nie będzie to już tania i chętna siła robocza dla przedsiębiorców, ani bezkrytyczni czytelnicy dzisiejszej prawicowej pseudopublicystyki. Takich inicjatyw niestety nasz średnioletni, wiecznie rewolucyjny, ekonomicznie neoliberalny do bólu i deklaratywnie konserwatywny ideowo mainstream ma niestety w zanadrzu znacznie więcej. Czego by jednak nasi średniolatkowie nie zrobili, gdy na salę wykładową dowolnej uczelni wchodzi przedstawiciel ich generacji studentów trzeba uspokajać, natomiast gdy pojawia się tam prawdziwy starej daty profesor, tłum młokosów na sali wciąż milknie sam bez potrzeby uciszania ( i całe szczęście). Konflikt pokoleń w Polsce A.D 2009 wygląda, moim zdaniem, bardziej jak przedziwny sojusz sędziwych dziadków i popkulturowych młokosów przeciw zblazowanym i wyzutym z zasad i uczuć 40 i 50 latkom. A szacunku dla starszych owszem brak, ale głównie właśnie generacji 40 i 50 latków.
Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz