wtorek, 27 października 2009

Izba dumania- co dalej?

Większość ważniejszych państw na świecie posiada parlamenty dwuizbowe; Senat amerykański, brytyjska Izba Lordów czy niemiecki Bundesrat to pierwsze z brzegu izby wyższe, które przychodzą mi do głowy. Problem polega na tym, że w odróżnieniu od „naszej” izby bezproduktywnego mielenia mają one jakieś uzasadnienie dla swojego istnienia. W Polsce Senat jak mało, którą instytucję można śmiało określić mianem bękarta Okrągłego Stołu. Miał to być parawan dla ówczesnej strony partyjno-rządowej, że oto niby w Polsce jest już wielka demokracja i „we the people” możemy wybrać w całości jakiś organ państwa. Ta zasłona była potrzebna, aby ukryć niedemokratyczny system wyborów do Sejmu oparty na zasadzie tzw. kontraktu (65%-35%). Zadbano przy tym, aby kompetencje Senatu nie były zbyt duże. I wówczas to nie było nic strasznego ani fatalnego, ale dziś...


Dziś Senat w obecnej formule jest nikomu i do niczego niepotrzebny. W odróżnieniu od swojego amerykańskiego odpowiednika, proces legislacyjny nie może rozpocząć się w Senacie i zakończyć w Izbie Niższej (czyli w naszym Sejmie). Senat nie może również zablokować ustawy, która trafia do niego z Sejmu. Nawet odrzucenie takiego projektu w całości do niczego nie zobowiązuje Sejmu (w tej materii większe kompetencje ma nawet dość fasadowa i wyśmiewana przez Brytyjczyków Izba Lordów). Projekt ustawy przygotowany w naszym Senacie, który trafia do Sejmu jest traktowany tak jak projekt Prezydenta czy grupy posłów. O reformie pozycji Senatu w naszym systemie przebąkuje się czasem tu i ówdzie. Mówił o tym choćby obecny premier Donald Tusk, gdy sprawował (raczej niezbyt chętnie) funkcję wicemarszałka tej izby. Mówią o tym też (i całkiem słusznie)od czasu do czasu politycy PSL, którzy chcieliby przerobić Senat na izbę regionów nieco na podobieństwo niemieckiego Bundesratu. Choć pomysł to nawet ciekawy to w Polsce nie do przeforsowania, trzeba by bowiem w Konstytucji oprócz zapisów dotyczących samego Senatu, usunąć jeszcze zapis o tym że Polska jest krajem unitarnym. Pomimo iż notujemy w tej kwestii pewne postępy to liczba tradycjonalisty-katolika na metr kwadratowy w polskiej polityce jest wciąż zbyt wysoka, aby usunięcie tego zapisu z Konstytucji było w ogóle możliwe.



Polska w odróżnieniu od wyżej wymienionych państw, mocarstwem z pewnością nie jest i podobnie do wielu mniejszych państw, które takich wygórowanych ambicji nie mają, mogłaby spokojnie funkcjonować z parlamentem jednoizbowym. To jednak przy takiej liczbie mitomana wychowanego na Heniu Sienkiewiczu funkcjonującego w „naszej” polityce również wydaje się nieprawdopodobne (niestety). Nie zmienia to moim zdaniem faktu, że nad konstytucyjnym usytuowaniem Senatu powinniśmy głośno się zastanawiać. Jasne, że nie będzie na tym zależało politykom. W obecnej sytuacji 100 synekur dla swojaków, w dodatku w miejscu gdzie nie ma się za bardzo czym narobić jest dla naszej politykierni bezcenne. Nie ma też za bardzo co liczyć w tej materii na polskie dziennikarstwo to bowiem zajęte jest czynnym udziałem w wojnie PiS-PO tak że ciężko odróżnić je od politykierni.



Senat ze swoją większościową ordynacją mógłby się jednak Polsce (mimo wszystko) na coś przydać. Nigdy nie wierzyłem i nie byłem zwolennikiem zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu na większościową. Uważam to za propagandowe czary-mary, które mają przyciągnąć wyborców bądź to do danej partii lub tytułu prasowego. W Polsce wprowadzenie takiego systemu grozi wpuszczeniem do Sejmu ludzi pokroju Janusza Korwina-Mikke i Piotra Ikonowicza (na drugim biegunie). Co gorsza podobnie jak prof. Jadwiga Staniszkis uważam też, że w takiej sytuacji naszemu Sejmowi groziłaby „stokłosizacja”, a w odróżnieniu od polskich gazet nie uważam nowobogackich tzw. przedsiębiorców za ludzi godnych zasiadania w parlamencie. Senat jednak funkcjonuje jakoś z taką ordynacją od dwudziestu lat i jest to jakaś wartość, której moim zdaniem nie trzeba zmieniać. Wystarczy wzmocnić tę izbę poprzez udrożnienie procesu legislacyjnego. Przy utrzymaniu obecnych kompetencji Sejmu, można by umożliwić obywatelom głosowanie na osoby a nie na partię w wyborach do Senatu, jednak inicjatywy ustawodawcze wychodzące z tej izby powinny być traktowane tak samo jak sejmowe. W Senacie na wzór amerykański również powinna istnieć możliwość rozpoczęcia procesu legislacyjnego. Po przegłosowaniu danej ustawy w Senacie trafiała by ona zwyczajnie do Sejmu, który mógłby taką ustawę przyjąć, odrzucić bądź zgłosić poprawki. Po ewentualnej akceptacji uzyskanej w Sejmie ustawa trafiałaby jak dotychczas na biurko Prezydenta. Takie zrównanie w prawach Senatu z Sejmem, mogłoby wzmocnić polską (jakże słabą) demokrację. Nadać Senatowi jakiś głębszy sens istnienia niż tylko bezproduktywne ględzenie i dumanie, a co najważniejsze zbliżyć nieco naszą władzę do obywateli bez potrzeby zmiany ordynacji w wyborach do Sejmu (którego kompetencje pozostawiłbym bez zmian). W takim usytuowaniu Senatu w polskim systemie politycznym obie izby parlamentarne mogłyby (choćby tylko ze względu na inny sposób wyboru ich członków) lepiej sprawować wobec siebie funkcję kontrolną czyli patrzeć sobie na ręce. Pozytywny przykład ostatniego wyborczego zwycięstwa Włodzimierza Cimoszewicza na Podlasiu w wyborach właśnie do Senatu jako kandydata niezależnego jest moim zdaniem też promykiem nadziei, że oto system dwóch oligarchicznych partii (na które tak często biadolimy) można jednak przełamać. Wzmocniony Senat mógłby posłużyć polskiej demokracji jako idealny wentyl bezpieczeństwa przed nadmiernym upartyjnieniem, zwłaszcza w sytuacji kiedy tak wielu z nas czuje niesmak idąc do wyborów i marudzi przed urną, bo nie identyfikuje się z poglądami żadnej partii. Uważam, że wiele bolączek polskiej demokracji, nad którymi często tak bardzo biadoli polskie pseudodziennikarstwo można by próbować leczyć, właśnie poprzez faktyczne zrównanie pozycji konstytucyjnej Senatu i Sejmu. Po co nam 100-osobowa izba dumania, ględzenia czy inny Senat-denat? Czy nie lepiej zrobić z tego tworu izbę o identycznych kompetencjach ustawodawczych co Sejm? Do dzieła, drodzy konstytucjonaliści!

Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)

niedziela, 11 października 2009

Pokolenie prawicowych neofitów

Na stronie internetowej gazety „Studio Opinii” można odnaleźć krótki acz niezwykle interesujący felieton autorstwa Jana Hermana zatytułowany „Mam trzy latka”. W tekście tym autor, sądząc po tym co pisze, człowiek wiekowy i doświadczony, kreśli wizję konfliktu pokoleń czy może ściślej braku porozumienia pomiędzy ludźmi w jego wieku, a dzisiejszymi trzydziestolatkami. Moim zdaniem jest to wizja błędna.



Lekceważenie wobec głosu ludzi, którzy widzieli i przeżyli więcej nie jest samo w sobie ani dziwne, ani specyficzne dla dzisiejszej Polski. To zjawisko stare jak świat światem i całkowicie normalne. Nie stanowi też dowodu na żaden poważny konflikt na linii dzisiejsi trzydziestolatkowie kontra ludzie od 60 roku życia w górę. Jako dość pilny i wciąż nie stary obserwator polskiego życia politycznego, mam zupełnie inne spostrzeżenia dotyczące konfliktu pokoleń, którego owszem jesteśmy świadkami. Konflikt ten jednak moim zdaniem, a wbrew opinii Hermana, toczy się na zupełnie innym froncie.



Polska poniosła w ostatnim czasie niepowetowane straty. Odeszli od nas: Leszek Kołakowski, Bronisław Geremek, Gustaw Holoubek, a w ostatnich dniach Marek Edelman...za to są z nami jacyś Mariusze Kamińscy inni Cymańscy, Drzewieccy, i bracia Kurscy też z nami są. W Maison Lafitte nie mieszka już żaden książe niezłomny, nie ma też paryskiej „Kultury”...są za to popłuczyny po „Rzeczpospolitej” i jacyś bodajże Semka i Wildstein czy jak im tam, mniejsza o nazwiska. Nie ma Jacka Kuronia i nie żyje polska lewica, za to jest jakiś Szmajdziński, Martyniuk i kilku innych.



Przyglądając się obecnej Polsce można łatwo zgodzić się z Janem Hermanem, że oto dzisiejsi młodzi ludzie nie chcą uczyć się od starszych. Można nawet mówić o konflikcie pokoleń. Z tymże, moim zdaniem, Herman myli się w ocenie przebiegu linii frontu tego konfliktu. Oto, ludzie których  uwagi Jana Hermana mogły by  rzeczywiście dotyczyć to przeważnie 40 i 50-latkowie. To oni w dzisiejszej Polsce nadają kierunki wydarzeniom. To do ludzi w tym właśnie przedziale wiekowym należy gros głównych stanowisk w polityce, biznesie, kulturze itd. To oni wprowadzili w Polsce obecne ramy funkcjonowania państwa, to oni decydowali i decydują o najważniejszych sprawach politycznych, gospodarczych, kulturalnych etc. To oni zajmują kierownicze stanowiska w naszym politycznym bagnie, w coraz bardziej zdemoralizowanym biznesie, czy coraz żałośniejszych mediach. Wreszcie to oni, po 1989 roku, doprowadzili do sytuacji, w której młoda osoba z za granicy nie jest w stanie uwierzyć w to, iż w Polsce A.D 2009 jakiś ksiądz postawił sobie pomnik za życia. To  również oni stoją za degrengoladą polskiej polityki do obecnego rynsztokowego poziomu. Jeśli dodamy do tego przebieg przemian gospodarczych, przeprowadzonych w sposób skrajnie liberalny (oni innego w ogóle nie uznają) to mamy pełen obraz pustki intelektualnej i moralnej obecnych 40 i 50 latków. Brak szacunku dla starszych o którym pisze Jan Herman, wynika z prostej konstatacji. Są słabsi więc możemy. Obecny polski mainstream kieruje się tym założeniem nie tylko wobec nestorów, ale także wobec innych słabszych grup co widzimy codziennie na ekranach naszych telewizorów w dowolnym programie gdzie występują politycy bądź dziennikarze. Ten lekceważący stosunek dotyczy także migrantów, bezrobotnych, młodych, obcokrajowców itd., itp. Urodzone i wychowane w PRL pokolenie średniolatków, tworzy dziwaczną klasę prawicowych neofitów, którzy zamknęli Polskę w intelektualnej bańce mydlanej i niestety nie chcą wypuścić. Ich ogląd rzeczywistości najlepiej oddają słowa piosenki zespołu „Łzy”: „to ja Narcyz się nazywam, przepraszam i dziękuję, ja tych słów nie używam” zdają się wołać do nas kolejni przedstawiciele mainstreamu średniolatków każdego dnia. Widać to dobrze również w polskiej prasie gdzie liczy się tylko interes przedsiębiorców, wskaźniki ekonomiczne oraz źle pojmowana tradycja narodowa przyczyniająca się niekiedy do takich negatywnych skrajności jak ksenofobia czy antysemityzm. 




Przykładem tego typu myślenia w głownym nurcie dzisiejszych średniolatków jest też ostatni pomysł lansowany przez „Dziennik-Gazetę Prawną” głoszący potrzebę likwidacji części szkół wyższych. Zbyt duża liczba młodych i wykształconych ludzi mogłaby najwyraźniej zaszkodzić interesom tegoż mainstreamu, wszak nie będzie to już tania i chętna siła robocza dla przedsiębiorców, ani bezkrytyczni czytelnicy dzisiejszej prawicowej pseudopublicystyki. Takich inicjatyw niestety nasz średnioletni, wiecznie rewolucyjny, ekonomicznie neoliberalny do bólu i deklaratywnie konserwatywny ideowo mainstream ma niestety w zanadrzu znacznie więcej. Czego by jednak nasi średniolatkowie nie zrobili, gdy na salę wykładową dowolnej uczelni wchodzi przedstawiciel ich generacji studentów trzeba uspokajać, natomiast gdy pojawia się tam prawdziwy starej daty profesor, tłum młokosów na sali wciąż milknie sam bez potrzeby uciszania ( i całe szczęście). Konflikt pokoleń w Polsce A.D 2009 wygląda, moim zdaniem, bardziej jak przedziwny sojusz sędziwych dziadków i popkulturowych młokosów przeciw zblazowanym i wyzutym z zasad i uczuć 40 i 50 latkom. A szacunku dla starszych owszem brak, ale głównie właśnie generacji 40 i 50 latków.
 
 
Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)

środa, 7 października 2009

Marionetka dziennikarska

O dziennikarstwie (choć bardziej pasuje tu jednak nazwa pseudodziennikarstwo) Bogdana Rymanowskiego można mówić i pisać dużo. Ilekroć oglądam jego przedstawienia w TVN, mam wrażenie, że albo to jakiś nakręcony robot względnie sterowana marionetka lub tez człowiek ten aby wytrzymać ciśnienie zwyczajnie coś zażywa dla kurażu.
Oglądając dzisiejszy (6.10.09) magazyn „24 godziny” prowadzony przez tego „dziennikarza roku”, najzwyczajniej w świecie miałem odruchy wymiotne. To nie dziennikarz, to artysta, pracuje trochę jak jakiś kuglarz. Nie dość, że w wyżej wymienionym programie jak zwykle zadawał wiele bezsensownych pobocznych pytań, jak zwykle przerywał gościom, powołał się na sondaż (oczywiście zrobiony dla „Rzepichy” ulubionej gazety Rymanowskiego). To w dodatku zaprosił do studia cały szereg ludzi, którzy z oczywistych względów są przeciwnikami politycznymi rządu (np. A.Olechowski). Przy okazji powtórzył kretyński gag posła Hofmana z PiS o lekarzu (w związku ze sprawą ewentualnego odsunięcia Kamińskiego), to na dodatek ze strony PO zaprosił krakowskiego konserwatystę, najbardziej propisowskiego w całej PO posła, Jarosława Gowina. Z drugiej jednak strony czemu się dziwić, wszak krakowscy konserwatyści, do których zalicza się sam Rymanowski dominują w TVN 24, choćby za sprawą Grzegorza Miecugowa. Generalnie obserwując programy prowadzone przez Rymanowskiego, mam coraz częściej wrażenie, że oglądam TVPięć piw i kto wie czy to nie są uzasadnione podejrzenia. Rymanowski bowiem nie tylko, ze względu na powiązania personalne zaliczany był niegdyś do tzw. pampersów Walendziaka, ale w latach 80 należał do antypeerelowskiej organizacji Federacja Młodzieży Walczącej, a to ponoć nie była organizacja centrowa ani umiarkowana. Być może zachowania telewizyjne Rymanowskiego należałoby zawsze rozpatrywać w tym właśnie kontekście, a wówczas wiele z jego ekranowych dziwnych zachowań będzie łatwiej zrozumieć zwykłemu odbiorcy.
Przyznam się szczerze, że w mojej ocenie ktoś o takim życiorysie niekoniecznie nadaje się na obiektywnego i bezstronnego moderatora dyskusji pomiędzy politykami, a za takiego niestety chce uchodzić nasz pseudodziennikarski bohater. Moim zdaniem należałoby by publicznie postawić kierownictwu TVN 24 poważne pytania dotyczące pracy Bogdana Rymanowskiego i to dotyczące zarówno sposobu w jaki tę pracę otrzymał jak i w jaki ją wykonuje. Według mnie redaktor Rymanowski niespełnia podstawowych kryteriów niezbędnych do tego, aby być w miejscu w którym się znalazł, jego sympatia wobec Prawa i Sprawiedliwości jest w moim odczuciu aż nadto wyczuwalna, a jego dziwne powiązania personalne wzbudzają dodatkowo całą gamę podejrzeń.
Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że kierownictwo TVN 24 w pogoni za oglądalnością i tanią sensacją kompletnie lekceważy potencjalne szkody jakie może wyrządzić Polsce skrajnie nieobiektywny dziennikarz na tak eksponowanym miejscu. Oto, bowiem można odnieść wrażenie że Bogdan Rymanowski jest członkiem innego zespołu redakcyjnego i pracuje choćby w „Rzeczpospolitej” (którą notabene przy każdej możliwej okazji stara się promować). Czy jest to tylko zbieg okoliczności? Czy może Bogdanem Rymanowski ktoś steruje? Kto? Z kraju? A może z zagranicy? Z której?Z za wschodniej!? Jak zza wschodniej to może Rosja? Rosja! Czy za panem stoi Kreml panie Redaktorze? Kierownictwu TVN 24 pozostawiam odpowiedź na pytanie czy to co zademonstrowałem powyżej jest jeszcze dziennikarstwem czy już pseudodziennikarstwem (nawet byle blogerzyna tyle też potrafi). Być może na krótką chwilę taka polityka opłaca się stacji, ale czy w dłuższej perspektywie takie tanie zagrywki pomogą Waszej stacji stać się najbardziej wiarygodnym i (uwaga słowo wytrych teraz poleci!) i opiniotwórczym medium w Polsce? Moim zdaniem nie. Może czas, więc odpowiedzieć sobie na pytanie: czy utrzymywanie Bogdana Rymanowskiego na tak eksponowanej pozycji rzeczywiście opłaca się Waszej stacji??


Tekst został pierwotnie opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC_ND)

sobota, 3 października 2009

Partia "anty-PiS" + WYNIKI SONDY!

W swoim debiucie na łamach dziennika „Polska The Times”, Piotr Zaremba wymienia pięć powodów, dla których jego zdaniem tzw. afera hazardowa nie wpłynie znacząco na sytuację premiera Donalda Tuska i rządu koalicji PO-PSL. Część z nich jest godna uwagi inne mniej, ale mnie osobiście (w związku z wynikami blogowej sondy, patrz niżej) najbardziej zainteresował powód drugi w wyliczance Zaremby, który ten autor zatytuował „ za rogiem czają się Kaczory”. Otóż, moi drodzy, co byśmy nie myśleli o obecnej sytuacji politycznej Polski, w tym coś jest. Więcej, redaktor Zaremba przy okazji uwag o „GW” wyraża następującą bardzo charakterystyczną opinię: „Wyborcza" nie jest wbrew temu, co twierdzą niektórzy, organem PO. Kilka razy dowiodła, że potrafi tę partię ganić, tyle że na własnych warunkach. Ale jest organem dużo bardziej wpływowej partii, którą można by nazwać "anty-PiS". Partii, która staje się zakładnikiem własnego podstawowego aksjomatu - nie zrobić niczego, co mogłoby wesprzeć braci Kaczyńskich.Choć w sprawie tego czy „GW” jest organem PO czy „anty-PiS” polemizować w ogóle nie zamierzam. Moim zdaniem, wszyscy bowiem przeceniamy znaczenie opiniotwórcze tego medium oraz hermetycznego środowiska, które tę gazetę tworzy. Dziś „Wyborczą” atakują już chyba tylko z wieloletniego przyzwyczajenia publicyści „Rz” czy „GP”, ale nikogo poza nimi „GW” już zbytnio nie obchodzi. Natomiast „partia anty-PiS, o której pisze Piotr Zaremba , to niezwykle interesujące zjawisko społeczne, które jest godne uwagi i szerszego przyjrzenia się, również przez naukowców z wysokich katedr wydziałów socjologii naszych zacnych uczelni. Czym jest „anty-PiS”?Kto go tworzy? Czemu takie zjawisko występuje w polskim społeczeństwie na aż tak dużą skalę? Śmiem twierdzić, że próby odpowiedzi na te pytania będą wielokrotnie przewijać się przez wspomniane wyżej katedry, do dyskusji oczywiście włączą się politolodzy, a w przyszłości z pewnością również historycy. W odróżnieniu od Piotra Zaremby , sam uważam że „anty-PiS” jako taki jest zjawiskiem pozytywnym dla polskiej demokracji. Czemu, można spytać. Uważam, że „anty-PiS” to być może pierwszy od czasów „Solidarności” oddolny ruch społeczny (choć nieformalny), który wywarł wpływ na polskie życie społeczno-polityczne. „Anty-PiS” to nie jest partia polityczna, tworzona odgórnie przez jakichś działaczy czy media. To społeczny protest, łączący ludzi na pierwszy rzut oka niemających ze sobą nic wspólnego. W odróżnieniu od lat 2003-5, kiedy to Piotr Zaremba mylnie dopatruje się ożywienia społecznego i politycznego, „anty-PiS” jest naturalny, nie stymulowany odgórnie przez populistyczne hasełka rzucane „ciemnemu ludu”, który wszystko kupi z mównic partyjnych kongresów itp. „Anty-PiS” to ruch protestu kulturowego, ruch zarówno nie lubianych przez Zarembę młodych dzieci neostrady, wysyłając SMS-y o tym, że babci należy schować dowód, jak i poważnych nobliwych starszych ludzi, głęboko zaniepokojonych działaniami instytucji takich jak choćby CBA, czy też akcją ABW w domu państwa Blidów (pani dzwoniąca do „Szkła Kontaktowego” mówiąca o usuwaniu kartofli). „Anty-PiS” (w odróżnieniu od PiS-u) to „ruch” otwarty, skupiający ludzi zarówno z tzw. elit jak i zwyczajnych szarych Kowalskich. Ludzi o backgroudzie solidarnościowym jak i popeerelowskim oraz co najważniejsze również tych, którzy są zbyt młodzi aby mieć którykolwiek z wyżej wymienionych backgroundów. Ktoś powie, że „anty-PiS” to zjawisko powstałe niejako ad hoc, w wyniku propagandowej działalności PO, czy przychylnych tej partii mediów (tu błędnie zazwyczaj padają zarzuty pod adresem, moim zdaniem de facto sympatyzującego z konserwatystami TVN). Czytając choćby blogi tworzone przez całe grupy anty-pisowskich internautów, można dość łatwo dojść do wniosku, że „anty-PiS” to ludzie niezadowoleni z PO, gdy ta jest zbyt uległa wobec PiS, z SLD za to że w ogóle rozmawia z PiS, z mediów że pokazują czy też promują PiS, z PSL że momentami jest zbyt podobna do PiS itd., itp. Bez względu na to czy piszą ludzi starsi i poważni czy jacyś pokręceni gówniarze od zombiaków (np. na różnych platformach blogerskich, ale przed procesem "pacanizacji", aż do poziomu sprzątaczki) element antypatii wobec PiS i wszystkiego co z tym stronnictwem związane powtarza się jak mantra. Powtarz się i to nie dlatego, że ktoś trzyma kota Alika, nie ma prawa jazdy tudzież jest raczej niski niż wysoki. Powtarza się, bo „anty-PiS” to nieformalna koalicja ludzi obawiających się o Polskę i naszą wciąż ułomną i młodą demokracja. To koalicja ludzi nieobojętnych wobec przyszłości. Koalicja ludzi zaniepokojonych wykorzystywaniem służb specjalnych do do doraźnych celów politycznych, zdenerwowanych antysemickimi i rasistowskimi wypowiedziami bliskiego PiS-owi, toruńskiego antypapieża. Koalicja ludzi, którzy z przerażeniem oglądali sceny grozy jakie pokazywano na żywo spod domu Barbary Blidy. Koalicja ludzi przestraszonych tym, że prokuratura w dzisiejszej Polsce może zorganizować konferencję prasową w sprawie zagubionego krawata jednego tylko faceta. Koalicja ludzi pamiętających podsłuchy telefoniczne z czasów stanu wojennego i obawiających się powrotu tamtych czasów. Koalicja ludzi którzy ze względu na wszystkie wyżej wymienione powody, nie są w stanie uwierzyć w inne niż tylko polityczne motywy działań podejmowanych przez CBA i jej szefa Mariusza Kamińskiego (podobno dawniej w Lidze Republikańskiej, „zacna” młodzież tez lubiła zamówić pięć piw). Czy nie są to wystarczające powody, aby zadzwonić do „Szkiełka” i powiedzieć co się myśli o kartoflach (czytaj: Kaczorach)!? Moim zdaniem tak, a sadząc po wynikach wczorajszej sondy na tym blogu, Waszym również. Wszystkie te powody moim zdaniem wystarczą, aby z dużym sceptycyzmem patrzeć na działalność związanego z PiS, CBA ws tzw. afery hazardowej.


Wyniki sondy:
Na pytanie: Czy afera hazardowa to:
-poważna sprawa śmiało można powiedzieć powtórka z Rywina- oddano 4 głosy (12%)
-PiS,CBA i prawicowi publicyści wyolbrzymiają sprawę, aby osłabić rząd Tuska i PO-23 głosy (70%)
-to nie ma znaczenia/ a mnie to lotto- 6 głosów (18%). Łącznie oddano 33 głosy. Wyniki pozostawię bez komentarza. Niech się nad nimi głowią publicyści i spece od narracji. 


Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu podstawowym: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)

piątek, 2 października 2009

SONDA HAZARDOWA!

Jest nareszcie! „Wszyscy” w końcu czują się szczęśliwi! Pisowcy, bo nareszcie, może już, może znów (ach, żeby tak jeszcze raz!;). Dziennikarze, bo jest o czym mielić. Twitterowcy, bo jest o czym twittować itd, itp. Redaktor Karnowski już nawet twittował do redaktora Skwiecińskiego, pojawiają się pomysły na kolejną komisję śledczą, („nasi” dziennikarscy chłopcy poczuli krew!) Ktoś inny mówi, że już jest po Chlebowskim i Drzewieckim, według niego TVN już wydał wyrok i jest po sprawie. Oczywiście w pogoni za sensacją głosy takie jak redaktora Adama Szostkiewicza z „Polityki” nie są w stanie przebić się do głównego nurtu przekazu. Wreszcie niezbyt głośne są też głosy o tym, że to właśnie w dniu wyjścia na światło dzienne, kulek hazardowej afery z medialnej maszyny losującej, szef CBA, Mariusz Kamiński został wezwany do złożenia zeznań w prokuraturze w związku z zarzutami korupcyjnymi. Gdyby choć część z nich mogła przerodzić się w zarzuty,które możana przedstawić sądowwi, mogłoby to dawać możliwość jego odwołania. Czyżby więc, afera hazardowa miała zwyczajnie przykryć tę sprawę? Cóż, dziś trudno ferować wyroki. W każdym bądź razie na dziś Zbigniew Chlebowski został zawieszony w pełnieniu funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego PO. Jego miejsce zajął Grzegorz Dolniak, czas pokaże, czy tak szybka reakcja premiera Tuska będzie dla niego i jego rządu korzystna politycznie. Na razie na kanwie tego badziewia postanowiłem, przygotować dla Was, kolejną blogową sondę, tym razem (przyznaję się bez bicia) zadając Wam, mało oryginalne (w tej sytuacji) pytania. Zachęcam do głosowania.

P.S: Wszystkich tych, którzy lubią to czytać zapraszam gorąco na Twitter! Można tam pogadać nie tylko ze mną, poznać wiele ciekawych osób, niekiedy znanych. WARTO! Zapraszam wszystkich (ocenzurowanych, a zwłaszcza nieocenzurowanych;) kulturalnych ludzi do zakładania tam profili i twittowania!
Aby zacząć możesz kliknąć button "Follow me on Twtter" po prawej w pasku tego bloga!
Głosowanie i link do mojego profilu na Twitterze dostępne są TUTAJ!