sobota, 12 grudnia 2009

Literacka wojna płci!

(UWAGA: Tekst został napisany jako mały eksperyment z tabloidyzacją oraz przyznaję się bez bicia dla jaj;) Proszę o nietraktowanie tego zbyt serio;) "Utwór" dedykowany dla twitterowca Dafitoo, napisany na podstawie artykułu Anny Kałuży "Stracone złudzenia" zamieszczonym w "Tygodniku Powszechnym". Link do fragmentu na podstawie którego taabloidyzowałem znajduje się TUTAJ. Ponadto nie zawiera poglądów autora, gdyż ten w ogóle feministyczną poezję ma...)



Niedawno na naszym rynku wydawniczym ukazały się dwie pozycje: „Solistki” redagowane przez Marię Cyranowicz, Joannę Mueller i Justynę Radczyńską i „Projekt Mężczyzna” opracowany przez Annę Wolny-Hamkało i Justynę Sobolewską.


Uderzająco fascynujące wydaje się porównanie obu tych pozycji wydawniczych. Oto, niczym w jakiejś magicznej soczewce widzimy jak uwarunkowania społeczno-polityczne wpływają na estetykę i sposób postrzegania problemu walki płci.


Wojna płci to główny wątek obu zbiorów. Samo niezwykle popularne przeciwstawienie:kobieta - mężczyzna, występujące w obu zbiorach świadczy o tym najdobitniej. Pierwsza pozycja to naiwne i infantylna błędna próba odświeżenia ideologii feministycznej. Podchodząca do tematu konfliktu- kobieta-mężczyzna w sposób taki jak byśmy dopiero raczkowali z terminologią gender studies zupełnie jak mały berbeć. Można dojść do wniosku, że redaktorki stoją na stanowisku, że ostrą, zalewająca nas ze wszystkich stron komercyjną wersję języka feministek walczących z maskulinistycznym dyktatem kulturowym należy zmienić tak, aby nie zatracił on swojego głównego przekazu w oparach komercyjnej przesady. Z kolei odwrotne zjawisko można zaobserwować na przykładzie prozatorskiego „Projektu Mężczyzna”, tu momentami nie widać przekazu z za zasłony taniego, chłamowatego języka podrzędnej, nastawionej wyłącznie na zyski tandetnej i agresywnej komery. Autorki niewątpliwe musiały ulec pokusie zhandlowania jak największej ilości egzemplarzy w jak najkrótszym czasie. Mamy tu więc tylko kapitalizm, umarł feminizm.


Obie publikacje dowodzą totalnej słabości i marazmu intelektualnego w jakim znalazły się feminizm i gender studies. Ewidentnie widać na tych przykładach, że o feminizmie fajnie się bajdurzy w takich czy innych publikacjach natomiast jakakolwiek próba przełożenia tych andronów na realne działania kończy się najczęściej żałosną niczym wokal Dody klapą. Bez trudu można dostrzec też odwieczny konflikt na froncie poezja-proza. Pierwsza to zawsze uboga krewna prozy nie na sprzedaż i nie do pokazania, druga jest tylko na sprzedaż niczym przydrożna kurtyzana po drodze do jakiegoś tandetnego sanktuarium maryjnego.


Wiersze dobrane przez redaktorki „Antologii poezji kobiet” przypominają płaczliwe kwilenie o docenienie kobiecej poezji. Śmiało można powiedzieć, że redaktorki grają larum o pozycję kobiecej poezji w literaturze. Jest to katastrofalny w skutkach dla tej poezji błąd, który ustawia jedynie dyskurs w taki sposób, że poezja kobieca automatycznie pełni rolę dodatku, zbędnego balastu obciążającego twórczość mężczyzn. Kiedy skończymy z takim kwileniem? Przecież na tej podstawie nie da się przeprowadzić żadnych konstruktywnych zmian poprawiających sytuację kobiecej poezji w świecie zdominowanym przez maskulinistyczną wizję literatury! I wreszcie czemu wciąż bredzić o czyimś docenieniu lub nie? W końcu poezja kobieca trafiła jednak na jakąś koniunkturę, a teraz chodzi jedynie o utrzymanie linii frontu. Jeśli jednak ugrzęźniemy w bezproduktywnym mieleniu wciąż tych samych tematów debaty i nadal będziemy prezentować poezję kobiecą w taki sposób jak czynią to redaktorki „Solistek” to wówczas wszystko stracone!